Wczoraj obchodziłam swoje drugie 18 urodziny i trochę zaczynam czuć się powoli staro, bo to nie jest już ten moment, kiedy człowiek czeka na urodziny jak na event roku. Raczej coś w stylu: „o, znowu”. Rok temu pisałam, że mam 35 i coś tam sobie poukładałam w głowie i dalej układam. Tylko chyba zmieniło się jedno. Mniej się spinam, że nie wszystko jest ogarnięte.
Mam 36 lat i nadal nie wiem wielu rzeczy. Nadal zdarza mi się odkładać rzeczy na później. Nadal potrafię przejmować się głupotami. Ale szybciej odpuszczam. Mniej się tłumaczę. Częściej robię coś „bo chcę”, a nie „bo powinnam”. I to jest chyba największa różnica między 35 a 36. Nie jakaś wielka zmiana życia, tylko takie małe przesunięcie. Trochę więcej luzu, trochę mniej udawania. Może trochę więcej zgody na to, że nie wszystko musi mieć sens od razu.
A z takich bardziej przyziemnych rzeczy dalej chcę schudnąć. Nawet coś się dzieje, chociaż waga ostatnio jakby się obraziła i stoi, ale po ubraniach widzę, że jednak idzie w dół. Tak więc może pierwszy raz w życiu nie panikuję, tylko robię swoje dalej, bez dramatów, bez zaczynania „od poniedziałku”.
Jeszcze jedna rzecz. W tym roku dostałam kilka prezentów, które są totalnie moje. Nie były to rzeczy wielkie czy spektakularne, tylko takie drobiazgi, które sprawiają, że się uśmiecham. I aż mam ochotę je tu pokazać, bardziej dla siebie niż dla chwalenia się. Żeby za jakiś czas pamiętać, co mnie wtedy cieszyło. Oprócz tego postanowiłam, że pokażę Wam wyjątkowe życzenia, które są od mojej największej idolki Magdy Tul, oraz pokażę Wam parę zdjęć z tego dnia.
Nie mam listy celów na kolejny rok i nie mam planu, kim będę za 5 lat. Mam za to kilka rzeczy, które chcę zachować. Święty spokój, kilka relacji, które są naprawdę moje, i to uczucie, że nie muszę już wszystkiego udowadniać. 36 brzmi jakoś poważnie, ale w środku dalej jest trochę chaosu i chyba już mi to nie przeszkadza, a może nawet trochę pasuje.
A Wam zdarza się mieć takie sprawy, które postępują powoli, a na końcu Was cieszą?
Komentarze
Prześlij komentarz